wtorek, 2 września 2008

We fight with the power!

Zaczęło się. Dla innych droga przez mękę, dla mnie odrobina odżycia i oderwani od ponurych realiów życia codziennego. 1 września zwany różnie, począwszy od pierwszego dnia szkoły, skończywszy na 'pierdolę, nie robię' niesie za sobą masę obowiązków, ale również masę przyjemności wynikających z samego chłonięcia wiedzy, odkrywania świata i samospełnienia.

Spotykając dzisiaj swoich klasowych znajomych zauważyłem monotonię. Niby indywidualności ale ubierające się według określonego, skrzętnie wylansowanego przez Bravo/Pudelka stylu 'na gwiazdę'. To nie jest oryginalność. Tutaj każdy jest taki sam. I każdy myśli, że jest cool... W końcu Gosia Andrzejewicz też ma takie kozaczki...

Dopiero drugi dzień roku szkolnego za nami a co słabsi psychicznie już zaczynają wymiękać. Ostatnia klasa gimnazjum to okres, w którym człowiek robi bilans wszystkiego czego dotąd zdołał dokonać w ramach podstawowej edukacji. No i w tej chwili zaczyna się stres. Czy zostanę przyjęty tam, gdzie sobie założyłem? Zdam maturę, czy skończę w zawodówce?
Chociaż niechętnie również przyznaję, iż napięta atmosfera złapała mnie w swe sidła. Niby tego nie okazuję, ale jednak w środku czuję, że ten rok będzie najważniejszym z dotychczasowych i muszę dać z siebie maksimum. Olimpiada zbliża się wielkimi krokami. Już dzisiaj rozpoczynam przygotowania. Na pierwszy rzut wskakuje cytologia i tkanki, bo to rzeczy najpewniejsze. Później, jeżeli zbiór wymagań nadal nie zostanie ujawniony zabiorę się za organy... Grunt to motywacja.

Trzeba wziąść swoje życie w garść... Aby później niczego nie żałować, nie chcieć poprawy. Żyć tak, jakby cały świat cię ścigał, a ty pragnąłbyś być najlepszym... 

Brak komentarzy: