czwartek, 4 września 2008

Nawet marzenia...

"Nawet marzenia walczą ze sobą."

Dupa, dupa, gówno, cycki! - wykrzyknął zdenerwowany Przemeqq, zupełnie nie dbając o to, że nie był prawowitym autorem tych słów. Prawda była taka, iż taki frazes najpełniej obrazował beznadziejność sytuacji w jakiej się znalazł. Ale wszystko od początku...
Dnia tegoż, jakże wietrznego i gorącego udał się Przemeqq do szkoły na godzinę ranną z celem bezcelowej edukacji opiewającej się na przedmiotach, z których pożytku żadnego autor mieć nigdy nie będzie. Zajęcia Przemeqq spędził standardowo - biernie odsypiając wczorajszy Hałsowy maraton i naukę biologii. Myslał, że nic złego tego dnia już go spotkać nie może. Był pewien, iż był to kolejny nudny dzień. Wtedy jeszcz nie wiedział jak bardzo się mylił...

Nastało wychowanie fizyczne, a więc lekcja, którą Przemeqq, krótko ujmując, ma w głębokim poważaniu. Bo Przemeqq nie jest ani wytarczająco sprawny, ani zręczny, ani tym bardziej wyrobiony kondycyjnie. Taka z niego roślinka z mózgiem. Otóż na tejże lekcji Pandemonium Klenium, znany tam gdzie nie znają nawet Przemeqq'a belfer, mistrz przysiadów i wyciskania cytryn powiedział:

- Yyy no wienc chłopacy... noo tego... pirwsza lekcja to w piłę pokopiemy. huehuehue [śmiech szaleńca, którego nie da się opisać słowami].
(Tutaj zaznaczyć trzeba również, iż dla składności jak i zrozumienia wypowidzi Przemeqq zachował oryginalną pisownię, nie odbiegającą wiele od stylistyki słownej belfra.)

I w tej właśnie chwili Przemqqa trafił szlag. Wymownie popatrzył w stonę Smykusa Barabasus'a, który zdzielił go równie podłym spojrzeniem wprost przemawiającym słowami: "weź mnie stąd." Szybko przeniósł więc wzrok na osobnika Rolnicus Krystoferus oczekując w jego spojrzeniu otuchy. Już wyobrażał sobie Rolnicusa na pstrokatym koniku z szabelką u boku zabijającego wściekle wyjące Pandemonium Klenium. Prawie uśmiechając się, skierował z nadzieją swe patrzałki na bijące kolorem nieco rozwolnionego stolcu oczy Krystoferusa. Ta chwila trwała wiecznie... aż w końcu: 
"Miałem dzisiaj kanapki z pasztetem własnej roboty." - wykrzyknął nieco onieśmielony spojrzeniem autora Rolnicus. W tejże chwili Przemeqq przestał wierzyć w magię baśni i prawdziwość kreskówek. Nawet Harcerz Lazlo nie brzmi już tak samo...

"Piła" kopana była w 30 stopniowym upale. Tkanki Przemeqqa powoli zaczęły rozpływać się, kiedy uświadomił sobie, że stąpa po wrzącej murawie sztucznego boiska. I się zaczęło... 
Jak już autor wspominał, Przemeqq osobą szczególnie uzdolnioną sportowo nie jest. Wynikiem jego braku talentu do piłki kopanej jest zdrewnienie nóg - nowo odkryta choroba objawiająca się częstymi, niepożądanymi zmianami kierunku lotu futbolówki. Pozostałe jej objawy czyli biegunka, wymioty, wysypka wokół narządów płciowych czy łojotok u Przemeqqa zaobserowane nie zostały.

Zaobserwowany został jednakowoż radykalny skok ciśnienia tętniczego przypadający akurat na chwilę, kiedy Pandemonium Klenium zapowiadał, iż Przemeqq i jego poddani to klasa wybitnie uzdolniona sportowo i tak kocha ich uczyć, tegoż jakże cennego intelektualnie przedmiotu, iż wycyganił dla nich u dyrekcji 2 dodatkowe godzinylekcyjne. Przemeqq'owi pozostało jedynie naiwne upewnienie się, iż godziny te są obowiązkowe.

Poddani zeskrobawszy Przemeqq'a z trawy i ubrawszy go w wolne od potu odzienie, pełni entuzjazju rozeszli się do domów...   

Brak komentarzy: