środa, 10 września 2008

Di end.

Stało się. Historia tego bloga, choć krótka perfidnie zakończyła się. Dlaczego? Bo blog przestał być osobisty. Bo zacząłem ukazywać siebie w krzywym zwierciadle, pisać to, co chcąc usłyszeć inni. Wiele się zmieniło, choć tego nie widać. Wiele pozostaje wspomnieniem. Chciałbym znów poczuć prywatność i radość z możliwości przekazania moich przemyśleń zabłąkanym internautom. Podróż nie była długa, był to raczej szybki rejs, w czasie którego popełniłem kilka poważnych błędów. Pozwoliłem owładnąć się sile wymuszonego tekstu. Teraz napewno do tego nie dupuszczę.

W pewnym sensie jednak żal mi osób, które miały wkład w tworzenie tego bloga i czynnie go przeglądały. Zostawiam więc kontakt: (GG) 8981726. Być może nadal będziecie chcieli poznawać tajniki mojego życia.

niedziela, 7 września 2008

Wałęsa się znalazł... :|

"Solidarność! Solidarność!" - Kurczowo wykrzykiwał mózg Przemeqq'a, kiedy ten próbował wbić w niego tajniki tkanki okrywającej.
"Merystemy już we mnie wmusiłeś! Pierdolę, nie robię!" - zarzekł się. I rady nie było. Reszta tkanek pozostała na dzień jutrzejszy. Bo przecież z własnym mózgiem to się Przemeqq spierać nie będzie...
"Do połowy września budowa komórki, tkanki i organy roślinne" - wykrzyknął Przemeqq, próbujący znaleść jakiś kompromis, który byłoby mu na rękę. I tak nie znał dalszych wymagań olimpijskich, które miały ukazać się właśnie po tymże terminie. Wtedy to ułoży sobie szyderczy plan zajęć i zbojkotuje strajkujący mózg! Nie ma "nie robię."! Koniec dobrych czasów...
*****************
Dni kilkaż w przeszłość autor poczuł nieodpartą chęć czynnego trenowania określonej dyscypliny sportu. Jako, że sprawności Przemeqq'owi pozazdrościć mógłby niejeden pajęczak padło na... koszykówkę. Zaopatrzony w anty-potowe frotki i kilka czystych koszulek prekursor zdrowego trybu życia rusza w bój. Od jutra... ;)

Żeby się tylko nie połamać :|

sobota, 6 września 2008

Lepsze niż komiks.

W dniu dzisiejszym Przemeqq przygotował 2 teksty, które chciałby uwiecznić dla potomności. Bo przecież najpikantniejsze wypowiedzi biorą się z nikąd. Chociażby w kościele:

Wystąpili:

Rafaelus Transseksualus - [R]
Saharus Totalus Załamus - [S]
Przemeqq - [P]

[S] (dotykając Rafaelus'a): Popatrz jakie mam zimne dłonie.
[P] (z szyderstwem w głosie): Saharus, daj spokój, bo chłopak orgazmu dostanie.
[R] (z politowaniem patrząc na Przemeqq'a): Przecież chłopcy nie mają orgazmów...

I w tejże chwili Przemeqq począł zastanawiać się, czy napewno z nim jest wszystko jak trzeba...
************************************************

Teraz coś z cyklu 'Forum Naszej Klasy':

Rozmowa na temat planowanego klasowego ogniska:
Wystąpili:

Kondzikus SweetCiałkos - [K]
Wydrus Oblivationus - [W]
Przemeqq - [P]

[K]: {Ognisko} Tylko dla Orłów o mocnych głowach!
[P]: A co, kupicie coca-colę? :|
[W]:Moze i coca cole moze pepsi lub fante czy co innego ale to juz nie twoja sprawa... i sklej wkoncu wary ze swoimi psychicznymi tekstami i idz ze swoim przyjacielem lizać dupy a komu to KMWTW. Albo przeczytac Faraona lub inną książeczke to ci sie moze w tej popier******* główce sie poprzestawia...

Fakt, książki to wróg numer jeden. A za komuny to było lepij. Wszystko było na kartki i bachory Faraonów nie miały :|
Btw. ktoś rozwinie skrót 'KMWTW'? Lizaka dam...

czwartek, 4 września 2008

Nawet marzenia...

"Nawet marzenia walczą ze sobą."

Dupa, dupa, gówno, cycki! - wykrzyknął zdenerwowany Przemeqq, zupełnie nie dbając o to, że nie był prawowitym autorem tych słów. Prawda była taka, iż taki frazes najpełniej obrazował beznadziejność sytuacji w jakiej się znalazł. Ale wszystko od początku...
Dnia tegoż, jakże wietrznego i gorącego udał się Przemeqq do szkoły na godzinę ranną z celem bezcelowej edukacji opiewającej się na przedmiotach, z których pożytku żadnego autor mieć nigdy nie będzie. Zajęcia Przemeqq spędził standardowo - biernie odsypiając wczorajszy Hałsowy maraton i naukę biologii. Myslał, że nic złego tego dnia już go spotkać nie może. Był pewien, iż był to kolejny nudny dzień. Wtedy jeszcz nie wiedział jak bardzo się mylił...

Nastało wychowanie fizyczne, a więc lekcja, którą Przemeqq, krótko ujmując, ma w głębokim poważaniu. Bo Przemeqq nie jest ani wytarczająco sprawny, ani zręczny, ani tym bardziej wyrobiony kondycyjnie. Taka z niego roślinka z mózgiem. Otóż na tejże lekcji Pandemonium Klenium, znany tam gdzie nie znają nawet Przemeqq'a belfer, mistrz przysiadów i wyciskania cytryn powiedział:

- Yyy no wienc chłopacy... noo tego... pirwsza lekcja to w piłę pokopiemy. huehuehue [śmiech szaleńca, którego nie da się opisać słowami].
(Tutaj zaznaczyć trzeba również, iż dla składności jak i zrozumienia wypowidzi Przemeqq zachował oryginalną pisownię, nie odbiegającą wiele od stylistyki słownej belfra.)

I w tej właśnie chwili Przemqqa trafił szlag. Wymownie popatrzył w stonę Smykusa Barabasus'a, który zdzielił go równie podłym spojrzeniem wprost przemawiającym słowami: "weź mnie stąd." Szybko przeniósł więc wzrok na osobnika Rolnicus Krystoferus oczekując w jego spojrzeniu otuchy. Już wyobrażał sobie Rolnicusa na pstrokatym koniku z szabelką u boku zabijającego wściekle wyjące Pandemonium Klenium. Prawie uśmiechając się, skierował z nadzieją swe patrzałki na bijące kolorem nieco rozwolnionego stolcu oczy Krystoferusa. Ta chwila trwała wiecznie... aż w końcu: 
"Miałem dzisiaj kanapki z pasztetem własnej roboty." - wykrzyknął nieco onieśmielony spojrzeniem autora Rolnicus. W tejże chwili Przemeqq przestał wierzyć w magię baśni i prawdziwość kreskówek. Nawet Harcerz Lazlo nie brzmi już tak samo...

"Piła" kopana była w 30 stopniowym upale. Tkanki Przemeqqa powoli zaczęły rozpływać się, kiedy uświadomił sobie, że stąpa po wrzącej murawie sztucznego boiska. I się zaczęło... 
Jak już autor wspominał, Przemeqq osobą szczególnie uzdolnioną sportowo nie jest. Wynikiem jego braku talentu do piłki kopanej jest zdrewnienie nóg - nowo odkryta choroba objawiająca się częstymi, niepożądanymi zmianami kierunku lotu futbolówki. Pozostałe jej objawy czyli biegunka, wymioty, wysypka wokół narządów płciowych czy łojotok u Przemeqqa zaobserowane nie zostały.

Zaobserwowany został jednakowoż radykalny skok ciśnienia tętniczego przypadający akurat na chwilę, kiedy Pandemonium Klenium zapowiadał, iż Przemeqq i jego poddani to klasa wybitnie uzdolniona sportowo i tak kocha ich uczyć, tegoż jakże cennego intelektualnie przedmiotu, iż wycyganił dla nich u dyrekcji 2 dodatkowe godzinylekcyjne. Przemeqq'owi pozostało jedynie naiwne upewnienie się, iż godziny te są obowiązkowe.

Poddani zeskrobawszy Przemeqq'a z trawy i ubrawszy go w wolne od potu odzienie, pełni entuzjazju rozeszli się do domów...   

środa, 3 września 2008

"Samo czekanie jest nadzieją."

"Samo czekanie jest nadzieją.
Czekam, a więc mam nadzieję.
Gorzki smak nadziei."

Mózg Przemeqq'a to taka niesforna bestia, która w braku ćwiczeń popada w bezwład i rozkłada się do góry dupą na wszystko, co natury naukowej. Przemeqq nienawidzi lenistwa mózgu i jego powolnego wchłaniania danych, więc stara się walczyć z nim na wszelkie możliwe sposoby. Walka ta przypomina nieco mu słynnego Don Kichota i jego jakże ambitny bój z wiatrakami... Wygląda na to, że Przemeqq da za wygraną. Musi pogodzić się z faktem, że największe skupisko nerwowe jego organizmu dopiero przyzwyczaja się do narzuconego mu tempa. Przemeqq musi być cierpliwy... bardzo cierpliwy...

Zważając na nieprzewidziane wcześniej kaprysy mózgu Przemeqq'a, którego to energia wyczerpuje się mniej więcej po 2 godzinach użytkowania, budowa komórki nie została rozklepana w dni dwa - tak jak to skrzętnie zaplanował sobie Przemeqq w swoim kajeciku. Na dzień jutrzejszy pozostało jeszcze Przemeqq'owi jądro komórkowe, czyli to, czego trzeba dużo zapamiętać. Przemeqq obrał za to ciekawą, innowacyjną technikę nauki - czyta dany temat kilka razy a później układa pytania w oparciu o rzeczy przestudiowane. Przemeqq uważa, że to genialny plan. Czy genialny...? Przemeqq wkrótce się przekona.

Największym dramatem Przemeqq'a jest zaś sama ulotność wiedzy i konieczność jej ciągłego powtarzania. Kotłujące się w głowie Przemeqq'a informacje na temat funkcji i budowy mikrofilamentów, mikrotubuli, lizosomów, fagosomów, etioplastów, mikrofibryli, etc. przyciągnęły całą jego uwagę. Jest nieobecny duchem i ciałem. Romansuje z chitynową ścianą komórkową większości grzybów. I ten stan utrzyma się zapewne u niego do końca listopada...

Nadwyrężoną psychikę Przemeqq'a z deczka połechtuje fakt, iż wykonał przykładowy test olimpijski, a właściwie zadania opiewające się na tematach, które już przerobił. Efekty zaskoczyły samego Przemeqq'a. Okazało się, że zapamiętał większość, jeżeli nie wszystko to, co do tej pory udało mu się zdziałać. Podbudowało go to do dalszej walki. Przecież to dopiero początek.

W życiu codziennym Przemeqq'a nic nowego. Nic nowego, pomijając fakt, że stracił przyjaciela. Stracił - może dopiero dzisiaj tak powiedzieć, bo tak naprawdę tracił go przez wiele tygodni, a ich więź powoli wymykała się spod kontroli. I to podłe dla niego uczucie, chociaż wydaje mu się, że postąpił słusznie. Ale jednak ślad pozostał. Pozostało archiwum gg i wielogodzinne rozmowy o wszystkim i o niczym. Pozostało spojrzenie. I w końcu pozostała świadomość, że Przemeqq wie, kiedy byłemu przyjacielowi jest źle. Bo Przemeqq nie chce żyć w bólu, nie chce być nieszczęśliwym i wkońcu nie chce, żeby ona go znienawidziła...

wtorek, 2 września 2008

We fight with the power!

Zaczęło się. Dla innych droga przez mękę, dla mnie odrobina odżycia i oderwani od ponurych realiów życia codziennego. 1 września zwany różnie, począwszy od pierwszego dnia szkoły, skończywszy na 'pierdolę, nie robię' niesie za sobą masę obowiązków, ale również masę przyjemności wynikających z samego chłonięcia wiedzy, odkrywania świata i samospełnienia.

Spotykając dzisiaj swoich klasowych znajomych zauważyłem monotonię. Niby indywidualności ale ubierające się według określonego, skrzętnie wylansowanego przez Bravo/Pudelka stylu 'na gwiazdę'. To nie jest oryginalność. Tutaj każdy jest taki sam. I każdy myśli, że jest cool... W końcu Gosia Andrzejewicz też ma takie kozaczki...

Dopiero drugi dzień roku szkolnego za nami a co słabsi psychicznie już zaczynają wymiękać. Ostatnia klasa gimnazjum to okres, w którym człowiek robi bilans wszystkiego czego dotąd zdołał dokonać w ramach podstawowej edukacji. No i w tej chwili zaczyna się stres. Czy zostanę przyjęty tam, gdzie sobie założyłem? Zdam maturę, czy skończę w zawodówce?
Chociaż niechętnie również przyznaję, iż napięta atmosfera złapała mnie w swe sidła. Niby tego nie okazuję, ale jednak w środku czuję, że ten rok będzie najważniejszym z dotychczasowych i muszę dać z siebie maksimum. Olimpiada zbliża się wielkimi krokami. Już dzisiaj rozpoczynam przygotowania. Na pierwszy rzut wskakuje cytologia i tkanki, bo to rzeczy najpewniejsze. Później, jeżeli zbiór wymagań nadal nie zostanie ujawniony zabiorę się za organy... Grunt to motywacja.

Trzeba wziąść swoje życie w garść... Aby później niczego nie żałować, nie chcieć poprawy. Żyć tak, jakby cały świat cię ścigał, a ty pragnąłbyś być najlepszym...