piątek, 15 sierpnia 2008

Wolne myśli.

15 sierpnia to ważna data w życiu ludzi prowincjonalnych (czyt. zamieszkujących małe miasteczka i wsie). Dnia tego bowiem odbywa się uroczystość Matki Boskiej Zielnej (thx Google ;]). Ale nie sama nazwa jest tutaj najważniejsza. W tym jakże 'podniosłym' i 'uroczystym' czasie każdy rolnik udaje się do kościoła i dziękuje Bogu (?) za zebrane plony ;]. Ja to chyba nigdy nie zaakceptuję tych staropolskich zwyczajów. No ale chcąc nie chcąc również zostałem perfidnie wpakowany do samochodu, ku 'modlitwie za zdrowie tych, którzy nie poznawalają nam urzeć z głodu' [czyt. pana na traktorze, pana rozwalającego zgnite szczątki organiczne na polu, pełniące formę nawozu, pana zbierającego truskawki i pana kopiącego ziemniaki.]

Z całego zamieszania wynikła dosyć ciekawa fotorelacja. Przede wszystkim, w tym roku do naszej parafii przybył nowy proboszcz i chcąc nieco podchlebić się oczekującemu innowacji ludowi sprowadził ludową orkiestrę, która przez większość nabożeństwa wygrywała dziękczynne pieśni.



To dopiero komercha ;] No ale dobrze, w ten jeden jedyny dzień nie będę się niczego czepiać. Swoją drogą to nawet budujące kiedy widzisz zwykłych, cholernie ciężko fizycznie pracujących na codzień ludzi, którzy potrafią się zmobilizować i stworzyć coś wspólnie, jakiś twór w podzięce dla domniemanej 'istory wyższej', która 'zapewniła' im urodzaj i pozwoliła przeżyć następne dni. W dużej przewadze są to ludzie nie mający żadnego stałego miejsca zatrudnienia - utrzymujący się tylko z tego co sami wychodują. Czasami mi ich autentycznie żal. Nie wiem czy potrafiłbym tak. Zwłaszcza, że już teraz snuję plany jak tu się w życiu dorobić i w jaki sposób zostać kimś poważanym. Takim, światowym człowiekiem a przy okazji cenionym medykiem ;). Ahh te marzenia ;].

A najlepsze zaczyna się dopiero wieczorem. Wtedy to w okolicznych domach ludowych odbywają się 'zabawy dożynkowe'. No normalnie królestwo discopolo, akcentu i Jozina. Właśnie wróciłem z przykładowej 'balangi'. Wybawiłem się za wszystkie czasy! Musiałem uważać, żeby nie przysnąć na stojąco xD.
A jutro kolejne wesele, kolejny bogu ducha winien kawaler wyjdzie za pełną chęci i ochoty pannę tylko dlatego, aby zakończyć niebezpiecznie przedłużający się stan narzeczeństwa. No cóż... chcąc nie chcąc trzeba się na nie wybrać. Mam nadzieję, że chociaż zjem coś dobrego... :P

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

mam rodzine na wsi, tam tez tak powaznie podchodzi sie z do swiat katolickich. ja jestem ateistka wiec jakos specjalnie mnei te swieta nei interesuja ale to i tak lepsze niz boze narodzenie w czasie ktorego od dwoch lat odczuwam okropny bol glowy i mam taki humor ze chetnie bym kogos zabila ;) straszna komercha a na dodatek tydzien siedzi sie w domu i nudzi