No i po spowiedzi. Nie było nawet tak źle, nikt nie zdzielił mnie za to, że mi się nie chce i mam mało wpisów ;]. Po wszystkim zasiadłem sobie w ławce i pomyślałem nad sensem tej całej wiary. I chciałbym, żeby się okazało, że tam gdzieś jest coś takiego jak życie wieczne i podświadomie wierzę w to. Bo przecież to jest ciekawe... ta trwałość religii i jej obrządków przez tyle wieków. Może i nie ma żadnych namacalnych dowodów na wyższą obecność ale jeśli tak jest naprawdę? W każdym razie nie wierzę w to, że przez dobre uczynki i modły zyskamy sobie przychylnośc Boga, bo to głupota... Istniejemy, aby całkowicie wykorzystać swoje życie, cieszyć się nim na swój własny, niepowtarzalny sposób, bawić się nim...
Później załatwiłem jeszcze jedną istotną sprawę z W. i wreście mam spokój. Z gorących niusów - moje biadolenia, że może wreście w przyszłym roku trzeba pomyśleć o oddzielnym pokoju dla Krystiana wreście zaczynają w jakiś sposób działać. W. nawet zaproponował, że to ja przeniosę się do nowej kwatery gdzie będę miał spokój przy przygotowaniach do matury ;] CIEKAWIE SIĘ TO ZAPOWIADA... ;]
Teraz wpieprzę kolację i obejrzę sobie Housea. I love this time :)
piątek, 1 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
ja mam na szczęscie osobny pokój od zawsze. nei wyobrażam sobie mieszkać ze siostrą, zwłaszcza teraz gdy przygotowuje się do matury :)
Ja co prawda do matury mam jeszcze trochę czasu, ale mój brat to taki osobliwy zwierz, że nie można z nim przeprowadzić inteligentnej rozmowy a co dopiero dłużej przebywać w jego obecności ;]. Pozdrawiam.
Prześlij komentarz