piątek, 1 sierpnia 2008

I pierdut na ognisko...

Od rana zbieram ścinki z krzewów, które skrzętnie obcina W. On uważa, że to właściwie nic takiego - co to jest pozbierać z trawnika gałązki... Jeżeli miałbym jakikolwiek wybór najchętniej zamieniłbym się z nim, spokojnie modelując sobie drzewka, podczas gdy on w spiekocie, na kolanach zbierałby pozostałości mojej miłej, relaksującej pracy.
Sprzątanie zakończyło się ok. godziny 13:00. Aktualnie zdążyłem zjeść śniadanie i mam w planie prysznic. Zaczyna ciągnąć mnie do biologii, ale ciągle wypersfadowuje sobie z głowy naukę wiedząc, że koniec końców i tak nie trafię z wkówanym na ślepo materiałem. Odliczam dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Wtedy wreście zakres wiadomości do OB będzie znany a ja będę mógł zagłębić się w tym co naprawdę będzie potrzebne.
Ok. 16:00 wybieram się na spowiedź. Nie chcę, ale muszę... w końcu jakoś ten indeks musi wyglądać przed bierzmowaniem a ciągle podrabiać podpisów księży nie mogę ;]. Jeden + to fakt, że dzisiaj napewno nie natknę się na proboszcza ;]. Pewnie i tak dostanę ochrzan od kamedułki, że mam mało glejtów z pierwszych piątków ;] pieprzyć to...

Klasa organizuje dzisiaj ognisko. To taki nowy sposób na integrację Szkoda, że wpadni na ten pomysł tak późno. Wszakże został nam już tylko rok razem. I dobrze... dawno nie miałem okazji być w tak popierzonej społeczności i przyglądać się tak bezsensownemu wyścigowi szczurów... Niemniej jednak na ognisk się nie wybieram. Wolę obejrzeć sobie House'a... Taa... spędzę wieczór z herbatką w ręku przed monitorem. I będzie zajebiaszczo :)

Brak komentarzy: