środa, 27 sierpnia 2008

Wyjazd.

Jutro wraz z całą hałaśliwą rodzinką wyjeżdżam nad Solinę. Powrót planowany jest na sobotę wieczorem. Pozostaje tylko jedno pytanie: Co ja tam właściwie będę robić? Pływać nie umiem, łamacz dziewiczych serc ze mnie żaden a na gitarze (żeby zyskać datki zachwyconych przechodniów) grać nie umiem. Pozostaje więc zastosowanie mojej starej, sprawdzonej taktyki - spania i unikania niepotrzebnych kontaktów z ludźmi ;) Taaa... i to będzie mój wymarzony odpoczynek ;)

W moim domu osiedlili się nowi lokatorzy. Mus musculus, (mysz domowa) perfidnie zagnieździła się w ścianach azylu Przemeqq'a. Ja to normalnie nie wiem, dlaczego mam takiego farta do gryzoni wszelkiej maści... Trzeba będzie wytępić szkodniki najszybciej jak to możliwe. Może wtedy wreście będę mógł się spokojnie wyspać ;)

Wrzesień, wrzesień, powrót do szkoły zbliża się wielkimi krokami. Wielkimi krokami zbliża się również OB, czyli moja jedyna realna szansa dostania się do Kopernika. Zdeterminowany i uzbrojony w książki różnej maści ruszam do boju. Miejmy nadzieję, że moja walka przyniesie zamierzony skutek. W razie niepowodzenia, pozostanie mi prowincja... Ahh ten brak nacisku...

piątek, 22 sierpnia 2008

I did it!

Wszystko wskazuje na to, że ciągnące się nieprzerwanie od początku wakacji prace domowe zostały zakończone. Uff, byłem pełen obaw, że się nie wyrobię do zimy... ;]

Na najbliższe, a zarazem ostatnie, dni wolnego przewiduję bierny odpoczynek. Taak... będę leżał do góry dupą przy dobrej książce. Chyba się wreście zmobilizuję i dokończę to osławione "PS. I love you". Lekka lekturka i dochtór Hałs do poduszki. - żyć nie umierać ;).

Po osławionym portalu o wdzięcznych inicjałach NK, którego to pełnej nazwy podawać nie będę z uwagi na wojnę wypowiedzianą kryptoreklamie zawartej w notkach użytkowników blogspota, krążą plotki, że w mojej klasie szykują się spektakularne transfery. Hmm... byłoby miło, gdyby odpadło pare osób - rzeczywiście. Szkoda tylko, że dyrekcja przypomniała sobie o tym tak późno. Wszakże pozostało już tylko 10 miesięcy, więc tyle można przemęczyć. A miało być tak zajebiście - klasa dobra i trzymająca poziom. W rzeczywistości, jak w krzywym zwierciadle - twory samowystarczalne, samonotujące, kopiujące i przetwarzające dane, dla których liczy się jedynie średnia ocen i zadowolenie rodzica. Bo przecież za swoimi ideałami podążać nie wolno... to tak jakby piłkarze powiedzieli 'nam strzelać nie kazano'. 

Dokupiłem brakującą książkę do matmy. Poważnie przeraziła mnie jej cena - 22zł za całkiem nieprzydatny skrawek papieru... I oczywiście nie można było liczyć na antykwariat/allegro w celu uszczuplenia nieco wydanej kwoty... - nowe wydanie, nowa okładka, kilka zadań więcej/mniej tu i uwdzie i pierdolcie się uczniaki... kupcie sobie nową... ;/

Szczęka mi opadła kiedy zobaczyłem rynkową (no dobra - allegrową) wartość używanej "Fizjologii organizmów żywych z elementami anatomii człowieka" Pawła Hosera. Okazuje się, że za egzemplarz wydany w roku 1996 trzeba zapłacić minimum 40-50zł. Podobno to dobry podręcznik, jako przygotowanie do matury z bioli. No proszę... a ja w tamtym roku dostałem go za darmo od mojej nauczycielki od angielskiego, której (nie w pełni świadomie) pochwaliłem się, że interesuję się biologią ;]. No cóż... zawsze jestem to 40zł do przodu - za pare lat nie będę musiał jej od nikogo kupować.

Czy ja jestem niedostępny/nieosiągalny i niechętny do przyjęcia czyjejś pomocy? Chyba tak... No ale, cóż począć, skoro nie pozwala mi na to ta moja cholerna ambicja. Nobody is perfect... ;]

Wracam - wymazywać książki do angielskiego. Z dwojga złego wolę zmarnować gumkę, aniżeli pieniądze, które miałbym przeznaczyć na nowe ćwiczenia. Pewnym osobom również przydałoby się zakodować nutkę takiego strategicznego myślenia. I zgaduję, że osoby zainteresowane właśnie to czytają (notabene bojąc się naznaczyć swoją obecność odpowiednim komentarzem :). Pozdrowienia!) ;).

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Atractions...

"Jeszcze tylko trzynaście dni..."

Powstarza sobie codzień Przemeqq zachowując poprawną tendencję spatkową obejmującą przed ostatni wyraz tego jakże oryginalnego zdania. Nie to, że został obdarowany jakimś uprzedzeniem do wakacji, lecz bezkresne, okrutne prace domowe zabijają go zarówno od strony psychicznej jak i fizycznej. Bo ile można się katować? I na nic powtarzanie przez Przemeqqa w myślach słowa: "Podnoś, podnoś, wyrobisz sobie taką sylwetkę, że zostaniesz okrzyknięty bogiem seksu". To wszystko na nic, bo Przemeqq już się za takowego uważa. Wystarczy mu ten dziki tłum z zapartym tchem wpatrujący się w każdy jego krok, tudzież rzucający pod nogi gałązki oliwne. A 0n musi go przecież jeszcze uraczyć swoim boskim spojrzeniem...
*****************
I w jedej chwili sen prysnął - Przemeqq przetarł oczy wciąż nie wierząc, że 'Bóg seksu' i reszta pięknych rzeczy tak naprawdę nie istniały...
Prawda jest taką, że przez ostatnie dni nie spałem zbyt wiele. Sobota, wielkie, huczne, góralskie wesele. Na tejże uroczystości odkryłem straszą prawdę - nie jestem mścicielem parkietów. Co więcej - gubię się w rytmie. Muszę się chyba zapisać do Biedroneczek (lokalny zespół freestyle'owy zrzeszający dziewczynki do lat 9-ciu). Jak na następnym weselu pierdyknę kaczuszki to mnie nikt nie przebije ^^. Chociaż na video nie wyglądało to źle... tylko ja nie czułem się zbyt fajnie. Cholerny perfekcjonista ^^...

W niedzielę było odespanie nocy i... poprawiny, na które leczący odciski i skutki braku snu Przemeqq się nie wybrał. Wykorzystał to bardzo pożytecznie - podpisał swoim (notabene jakże zniewalającym) nazwiskiem szkolne zeszyty i rozpoczął oglądanie po raz drugi 4 sezonu Dochtóra Hałsa. W emocjonującym seansie towarzyszyła Przemeqq'owi Balbina - na śpiąco, ale towarzyszyła. To się nazywa wierny York ^^'

No i hot njus z dnia dzisiejszego: York się starzenie! Po pół roku egzystencji na tym świecie zaczęły mu wypadać zęby - mleczne... Oczywiście w domu alarm, bo sado-maso Przemeqq wykończył psa, bo pies ma genetyczną chorobę szybkiego starzenia się... Skończyło się na weterynarzu, który ku uldze reszty i moim śmiechu uznał, że 'to normalne' ^^. Dobrze, że mnie tam nie było... chociaż - mina A. i K. była zapewne bezcenna ;].

I to byłoby na tyle. Za chwilę czeka mnie upragniony prysznic i nocny seans Hałsa. A jutro będę mógł powiedzieć... już tylko 12 dni... ^^

piątek, 15 sierpnia 2008

Wolne myśli.

15 sierpnia to ważna data w życiu ludzi prowincjonalnych (czyt. zamieszkujących małe miasteczka i wsie). Dnia tego bowiem odbywa się uroczystość Matki Boskiej Zielnej (thx Google ;]). Ale nie sama nazwa jest tutaj najważniejsza. W tym jakże 'podniosłym' i 'uroczystym' czasie każdy rolnik udaje się do kościoła i dziękuje Bogu (?) za zebrane plony ;]. Ja to chyba nigdy nie zaakceptuję tych staropolskich zwyczajów. No ale chcąc nie chcąc również zostałem perfidnie wpakowany do samochodu, ku 'modlitwie za zdrowie tych, którzy nie poznawalają nam urzeć z głodu' [czyt. pana na traktorze, pana rozwalającego zgnite szczątki organiczne na polu, pełniące formę nawozu, pana zbierającego truskawki i pana kopiącego ziemniaki.]

Z całego zamieszania wynikła dosyć ciekawa fotorelacja. Przede wszystkim, w tym roku do naszej parafii przybył nowy proboszcz i chcąc nieco podchlebić się oczekującemu innowacji ludowi sprowadził ludową orkiestrę, która przez większość nabożeństwa wygrywała dziękczynne pieśni.



To dopiero komercha ;] No ale dobrze, w ten jeden jedyny dzień nie będę się niczego czepiać. Swoją drogą to nawet budujące kiedy widzisz zwykłych, cholernie ciężko fizycznie pracujących na codzień ludzi, którzy potrafią się zmobilizować i stworzyć coś wspólnie, jakiś twór w podzięce dla domniemanej 'istory wyższej', która 'zapewniła' im urodzaj i pozwoliła przeżyć następne dni. W dużej przewadze są to ludzie nie mający żadnego stałego miejsca zatrudnienia - utrzymujący się tylko z tego co sami wychodują. Czasami mi ich autentycznie żal. Nie wiem czy potrafiłbym tak. Zwłaszcza, że już teraz snuję plany jak tu się w życiu dorobić i w jaki sposób zostać kimś poważanym. Takim, światowym człowiekiem a przy okazji cenionym medykiem ;). Ahh te marzenia ;].

A najlepsze zaczyna się dopiero wieczorem. Wtedy to w okolicznych domach ludowych odbywają się 'zabawy dożynkowe'. No normalnie królestwo discopolo, akcentu i Jozina. Właśnie wróciłem z przykładowej 'balangi'. Wybawiłem się za wszystkie czasy! Musiałem uważać, żeby nie przysnąć na stojąco xD.
A jutro kolejne wesele, kolejny bogu ducha winien kawaler wyjdzie za pełną chęci i ochoty pannę tylko dlatego, aby zakończyć niebezpiecznie przedłużający się stan narzeczeństwa. No cóż... chcąc nie chcąc trzeba się na nie wybrać. Mam nadzieję, że chociaż zjem coś dobrego... :P

czwartek, 14 sierpnia 2008

Trzecia wojna...

Komarowate, komary (Culicidae) – występująca na całym świecie rodzina owadów (nadrodzina Culicoidea) z rzędu muchówek. Znanych jest ponad 40 rodzajów i ok. 3,5 tys. gatunków komarów.

To już jest święta wojna! No pół minuty nie można przesiedzieć, żeby taki skurwiel cię nie użarł. I do tego nie przeprosi... weźmie co się da i odleci. Żeby chociaż zapłacił... Ale skończyły się dla was dobre czasy. Przemeqq wkracza na wojenną ścieżkę. Ubezpieczonego w truciznę powstańca żywcem nie weźmiecie!

Natchniony przez Natalię, która usuwa zbędne materiały edukacyjne, perfidnie odsprzedając je niewinnym użytkownikom allegro postanowiłem... zrobić to samo :). Mały remanent zawsze się przyda, zwłaszcza, że przez ostatnie lata nazbierało się nieco 'nie akceptowalnej' literatury. A może trochę kasy wpadnie! :)

Korzystając z okazji, jaka natrafiła się w pewnym miejskim supermarkecie (zeszyt 100 kartkowy z twardą okładką = 1,00 zł!) postanowiłem rozpocząć gromadzenie zapasów do LO ;]. Pozostaje tylko kwestia, czy do rzeczonego LO w przyszłym roku się dostanę. Jeżeli nie... w zimie zaoszczędzę na węglu ;]

Od kilku dni w mojej literackiej "TOP ONE" szczytuje książka Cecelii Ahern "PS, I love you". Zaczytałem się ;] Niby wyciskacz łez, książka skrzętnie wylansowana przez prasę, ale jednak warta uwagi. Pewnie niedługo wchłonę ją do końca. Szczerze... mimo, że jestem już w połowie, nadal nie mogę być pewien zakończenia. Zerwanie z oklepanym stereotypem, nutka oryginalności... takie książki lubię ;]

środa, 13 sierpnia 2008

Unikat.

Nie zawsze można osiągnąć to, czego się pragnie. Bo niektóre pragnienia moją to do siebie, że lepiej im będzie bez jakiejkolwiek twojej ingerencji. I trzeba się z tym pogodzić...

Zniechęcony Przemeqq z impetem zasiadł przed monitorem i postanowił naskrobać notkę. Tylko o czym tu pisać? Strzelić jakiś  poważny wykład, w którym będzie zastanawiać się nad sensem życia, planami i marzeniami? Niee... przecież już obiecałem sobie, że będę pisał tylko jeżeli będzie to miało dla mnie jakieś znaczenie. Jeżeli będę zadowolony z tego co napisałem. Z tego właśnie powodu wczorajsza nota wylądowała w koszu kilka minut po publikacji. "Ej, stary... co ty robisz. Po co takie ścierwo tu wykładasz?" - pomyślałem. A że od zamiaru do realizacji u mnie nie daleka droga -wywaliłem dziada z nadzieją, że w dniu dzisiejszym natchnienie powróci...
I w tym momencie również My wracamy do zadanego wcześniej pytania: "tylko o czym to pisać?". Czy sensownie jest napisać o tym, że położyłem się nad ranem, wstałem równie wcześnie i zabrałem się do rodzinnych wiosenno-letnio-jesiennych porządków (bo przecież każda pora jest dobra.) A jaki sens jest w napisaniu tego, że znowu czekam do południa na możliwość wejścia pod prysznic? Bo dużo brudnej paplaniny więc wcześniej nie ma sensu... Monotonia każdego dnia przytłacza Przemqq'a. I tak będzie jeszcze do końca wakacji...

Jedynym obiecującym i ciekawym w dzisiejszym dniu zajęciem jest ukrywanie się Przemeqqa przed zapowiedzianym przyjazdem Szymka. Właściwie, to 'wproszonym' przyjazdem. Przemeqq ma cichą nadzieję, że jednak nie dojdzie on do skutku. Ahh ta a-społeczność  Przemeqqa ;)... Chociaż czy to naprawdę to? Raczej jest to znudzenie ludźmi, z którymi ciągle wałkuje się te same tematy i wykonuje bliźniacze czynności. Czy tak trudno o trochę oryginalności?...

niedziela, 10 sierpnia 2008

Twór samowystarczalny.

Doszedłem do wniosku, że nie potrafię zdefiniować słowa 'odpoczynek'. Tzn. może potrafię, ale nie jest to definicja stereotypowa. Bo to już reguła, że u mnie wszystko jest na odwrót. Otóż, Przemeqq to taki wymyślny, wymierający gatunek, który najpełniej wypoczywa z książką w ręku ;]. Wiem, zdaję sobie z tego sprawę i nawet akceptuję wypowiedzi, że powinienem urodzić się jakieś 200 lat wcześniej ( xD ) ale jak widać mój okres hibernacji nieco się przesunął.
I w ten sposób zyskałem sobie w domu miano 'spokojnego staruszka'. Swoją drogą przypomniał mi się w tej chwili fragment autobiografii Jana Kochanowskiego, który to opisał siebie w niemalże identyczny sposób ;]. Trochę żałuje, że nie zostałem obdarzonym jego talentem literackim ale jak widać stworzono mnie do celów ściślejszych. Może zyskam choć ułamek jego uznania, tyle że w środowisku medycznym ;]. Bo napewno nie zamierzam poprzestać na etapie ukończenia studiów. W mojej głowie snują się dalekosiężne plany dalszego kształcenia, może nawet własnych badań... A jeżeliby w tej chwili pójść nieco filozoficznym szlakiem to każdy człowiek na początku zakłada, że jego życie będzie najpełniejsze oraz zostanie zapamiętany przez przyszłe pokolenia. Jednak nie sztuką jest o tym marzyć... sztuką jest tego dokonać...

Sylawia: Myślisz, że chłopiec w tym roku kończący gimnazjum i zaledwie zaczytany z zamiłowaniem w medyczne książki, aczkolwiek już snujący plany co do swojej przyszłości i Ty znajdziemy jakieś wspólne tematy? ;]

sobota, 9 sierpnia 2008

Come back...

Noo... korzystając z tego, że mamy wreście wymarzoną pogodę (czyt. zimno, deszcz) postanowiłem naskrobać tutaj coś konstruktywnego. Przede wszystkim ostatnimi dniami moja rodzina wpadła w szał porządków. I tak oto w cudowny sposób w przeciągu 3 dób przewróciłem do góry nogami piwnicę oraz stojący obok domu budynek gospodarczy. I co się stało... no niewiarygodne! Znazałem skarby! Skarby w najczystszej postaci! ;] Wśród zakurzonych, dawno zapomnianych półek, półeczek i mebelków wytachałem stare (1989r.) WSiP-owskie książki z zakresu rozszerzonego do bio, chem i fiz ;]. Informacje w nich zawarte w większości nie zdążyły się jeszcze zdezaktualizować (a napewno nie zdezaktualizowały się w fizyce) więc zapewne znajdę w nich jakieś naukowe oparcie ;]. To się nazywa magia porządków...
Dodatkowo za zebrane przy okazji żelastwo i skrzętnie wywiezione przeze mnie w miejsce jego skupu przyciąłem niebagatelną sumkę 150zł. Całkiem nieźle, zważając na fakt jak niewiele wysiłku mnie to kosztowało. Chyba odpuszczę sobie narazie zakup Bochenka. Kupię tak za rok, dwa (a może na mikołaja! xD)  jak do studiów będzie już bliżej. Narazie pozyskanymi pieniędzmi zasilę swoje studenckie konto. Aż dziw bierze, że w stosunkowo krótkim czasie zdołałem zgromadzić na nim już 2 tysiaki ;]. No ale... się nie traci, się ma! ;] Wiem, że to kropla w morzu tego, co będzie mi potrzebne kiedy już będę się medycznie edukować, ale zawsze coś. Przy w miarę skromnym życiu będę mógł się już utrzymać przez pierwsze 3 miesiące! Ale o kasę nie mam się zbytnio co zamartwiać. Mimo wielu swoich wad w tym aspekcie rodzice już zapewnili, że mnie nie zawiodą i będą finansować moje kształcenie. W końcu wybieram się na wymarzone studia ojca... oby się tylko dostać! ;]
Let's do it...

Sylwia: Link do HMD w komentarzu pod ostatnią notką. Pamiętaj, że to nie do końca legalne ;) No chyba, że pliki usuniesz, ze swojego nośnika po 24 godzinach od wessania ;] Powodzenia!

środa, 6 sierpnia 2008

Memory...

Po potężnej dawce leków uspokajających jestem dzisiaj przyćmiony i lekko nie kontaktuje. Nawet prysznic, działający zazwyczaj jak 'super dopalacz' nie przyniósł pożądanego efektu. Wszystko jest dziwnie spokojne.
Pogoda kolejny raz pokazała mi, że ma mnie dalego w dup**. Nie wiem dlaczego, ale nie znoszę dni słonecznych. Napawają mnie chęcią nicnierobienia. Co innego kiedy pada... błyskawicznie odzyskuję siły witalne. Chce mi się śpiewać, uczyć, jeść, biegać a najlepiej, żeby dało się to wszystko zrobić naraaz ;). Wiem, ja to jestem z innej bajki... ale co mi tam!
Wakacje gruntownie obniżają moją chęć pochłaniania biologicznych danych. Ostatecznie sam poddałem się i zdecydowałem, że właściwą i co najważniejsze przyjemną naukę rozpocznę dopiero w roku szkolnym. Bo jaki jest sens męczenia umysłu w tej chwili, kiedy nie jest on nastawiony na przetwarzanie? ;] No właśnie...

Brakuje mi dobrej książki. Muszę czymś zająć czas wolny. Jutro zapewne wybiorę się do biblioteki po sławny "Tatuaż z motylem". Tyle o nim słyszałem, że zapewne warto się w niego wreście wgryźć. Zwłaszcza, że to mój typ literacki ;]

wtorek, 5 sierpnia 2008

Where are you, God?!

Dni jak ten utwierdzają mnie w przekonaniu, że Bóg nie istnieje. Nie istnieje sprawiedliwość, istnieje tylko nienawiść, żądza przemocy i wulgarność. Nie ważne co się wydarzyło, bo to za wcześnie. Ważne, że nic nigdy nie było dobrze i nigdy nie będzie...
Mam problemy z oddychaniem spowodowane nadmiernym zdenerwowaniem. Chyba powinienem zarejestrować się na konsultację do psychiatry. Muszę kontrolować swoje zdenerowanie w chwilach krytycznych. Ale w jaki sposób pozostać spokojnym widząc pięść ojca wędrującą ku twarzy matki?
Gdzie jest ten Bóg?!

Scream!

Jak ja nienawidze momentu, kiedy zadowolony wchodzę pod prysznic i okazuje się, że ciepłej wody brak! Nosz kurw##^$%%# pozabijałbym wtedy wszystkich w promieniu 1000m. No... ale skoro już się weszło, trzeba jakoś to przemęczyć.
Atmosfera w domu stała się cholernie napięta. Wszystko przez to, że nie wytrzymałem i wygarnąłem ojcu pare słów. Najgorsze jest jednak to, że poprostu spłynęło to po nim nie pozostawiając żadnego rezultatu. I po co tu się gimnastykować? Przemęczę jeszcze te 4 lata wykonując tego bezsensowne polecenia i milcząc na to jak się do mnie wyraża. Później będzie już tylko lepiej... Kiedy otwiera się przede mną wizja 10 miechów rocznie spęczonych w akademcu daleko od domu uśmiech sam pojawia się na ustach. I będzie zajebiście...  

niedziela, 3 sierpnia 2008

House M.D.

Kilkanaście sekund temu skończyłem 4 sezon Housea. Cholernie mnie on poruszył... zwłaszcza 2 ostatnie odcinki, kiedy greg pokazał, że jednak nawet w najbardziej ironicznym ciele znajdują się również odłamki człowieczeństwa. Zaimponowało mi to, że potrafił poddać się skomplikowanemu zabiegowi, który przecież mógł przepłacić życiem, aby uratować Amber. Nie wiem czy byłbym zdolny do takiego poświęcenia. Zwłaszcza, że najprawdopodobniej po drugiej stronie nie ma niczego...
I wiecie co? Trudno mi w to uwierzyć, sam się sobie dziwię ale wzruszyłem się oglądając House's head i Wilson's heart. To było coś niesamowitego, wyższego, wyzwalającego tą ukrytą garstkę uczuć, która mi pozostała...

Niedziela upłynęła tragicznie, jak każda kiedy wszyscy są w domu. Zaczyna się wtedy wytykanie moich wad w sposób obrazowy i wręcz wypychanie mnie z rodzinnej społeczności. Niby się do tego zdążyłem już przyzwyczaić ale z drugiej strony ciągle ogarnia mnie zdenerwowanie na moją niedouczoną rodzinę, która każdy, choćby najmniejszy przejaw inteligencji uważa za zło w nich wymierzone. Kiedy byłem młodszy marzyłem, żeby dostać nowych rodziców, takich przy których życie stanie się łatwiejsze, przy których będę mógł czuć, że napawdę są moją rodziną. Trudno... trafiłem na osoby, być może psychicznie chore osoby, dla których nie liczy się nic poza wyzyskaniem i materializmem. Ale jeszcze tylko 4 lata... wreście się uwolnię. Dlatego od dnia jutrzejszego wznawiam pracę nad moją nauką, nad moimi celami i aspiracjami. Bo jeżeli się nie wyrwę, jeżeli nie spełnię marzeń uduszę się tutaj... Nie potrafię tutaj żyć... tutaj gdzie każdy kłamie...

sobota, 2 sierpnia 2008

Staw promienno-nadgarstkowy...

przez ostatnie dni dokucza mi coraz bardziej. Według niepotwierdzonych pogłosek to tylko jego przesilenie spowodowane natłokiem dosyć wyczerpujących dla dłoni prac domowych, jednak ja skłaniam się również ku bliżej nieokreślonemu stanowi zapalnemu. Puki co ruch mojej dłoni został radykalnie ograniczony. Lewej dłonii... dobrze, że przynajmniej nie utraciłem zdolności pisania ;) Ja to jestem zajebisty... we wszystkim znajdę dobre strony prawda? ;]

piątek, 1 sierpnia 2008

Ignorant w kościele

No i po spowiedzi. Nie było nawet tak źle, nikt nie zdzielił mnie za to, że mi się nie chce i mam mało wpisów ;]. Po wszystkim zasiadłem sobie w ławce i pomyślałem nad sensem tej całej wiary. I chciałbym, żeby się okazało, że tam gdzieś jest coś takiego jak życie wieczne i podświadomie wierzę w to. Bo przecież to jest ciekawe... ta trwałość religii i jej obrządków przez tyle wieków. Może i nie ma żadnych namacalnych dowodów na wyższą obecność ale jeśli tak jest naprawdę? W każdym razie nie wierzę w to, że przez dobre uczynki i modły zyskamy sobie przychylnośc Boga, bo to głupota... Istniejemy, aby całkowicie wykorzystać swoje życie, cieszyć się nim na swój własny, niepowtarzalny sposób, bawić się nim...

Później załatwiłem jeszcze jedną istotną sprawę z W. i wreście mam spokój. Z gorących niusów - moje biadolenia, że może wreście w przyszłym roku trzeba pomyśleć o oddzielnym pokoju dla Krystiana wreście zaczynają w jakiś sposób działać. W. nawet zaproponował, że to ja przeniosę się do nowej kwatery gdzie będę miał spokój przy przygotowaniach do matury ;] CIEKAWIE SIĘ TO ZAPOWIADA... ;]

Teraz wpieprzę kolację i obejrzę sobie Housea. I love this time :)

I pierdut na ognisko...

Od rana zbieram ścinki z krzewów, które skrzętnie obcina W. On uważa, że to właściwie nic takiego - co to jest pozbierać z trawnika gałązki... Jeżeli miałbym jakikolwiek wybór najchętniej zamieniłbym się z nim, spokojnie modelując sobie drzewka, podczas gdy on w spiekocie, na kolanach zbierałby pozostałości mojej miłej, relaksującej pracy.
Sprzątanie zakończyło się ok. godziny 13:00. Aktualnie zdążyłem zjeść śniadanie i mam w planie prysznic. Zaczyna ciągnąć mnie do biologii, ale ciągle wypersfadowuje sobie z głowy naukę wiedząc, że koniec końców i tak nie trafię z wkówanym na ślepo materiałem. Odliczam dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Wtedy wreście zakres wiadomości do OB będzie znany a ja będę mógł zagłębić się w tym co naprawdę będzie potrzebne.
Ok. 16:00 wybieram się na spowiedź. Nie chcę, ale muszę... w końcu jakoś ten indeks musi wyglądać przed bierzmowaniem a ciągle podrabiać podpisów księży nie mogę ;]. Jeden + to fakt, że dzisiaj napewno nie natknę się na proboszcza ;]. Pewnie i tak dostanę ochrzan od kamedułki, że mam mało glejtów z pierwszych piątków ;] pieprzyć to...

Klasa organizuje dzisiaj ognisko. To taki nowy sposób na integrację Szkoda, że wpadni na ten pomysł tak późno. Wszakże został nam już tylko rok razem. I dobrze... dawno nie miałem okazji być w tak popierzonej społeczności i przyglądać się tak bezsensownemu wyścigowi szczurów... Niemniej jednak na ognisk się nie wybieram. Wolę obejrzeć sobie House'a... Taa... spędzę wieczór z herbatką w ręku przed monitorem. I będzie zajebiaszczo :)