czwartek, 24 lipca 2008

Fucker...

Zakładając tego bloga obiecywałem sobie, że będę prowadzić go w miarę regularnie. Po krótkim czasie przekonałem się jednak, że takie pisanie nie ma najmniejszego sensu. Bo przecież pisze się z poczucia obowiązku, bo nie chce się zawieść siebie samego, pokazać własnej bezsilności. I codzień szuka się ciekawego tematu, punktu zaczepienia, o którym będzie można nawijać aby tylko notka była dłuższa... Zdecydowałem więc zerwać z poczuciem winy, bo minął kolejny dzień bez możliwości wypłakania się na łamach internetu. Skasowałem wszystkie poprzednie, gówniane noty, które coraz bardziej denerwowały mnie swoją obecnością. Mam nadzieję, że odnajdując sens, odnalazłem również przyjemność wynikającą z oczyszczenia umysłu.

Wakacje mijają jak każde inne - pracowicie. Nigdzie nie wyjeżdżamy, bo nie ma na to pieniędzy... Trzeba było przecież kupić auto, żeby sąsiedzi mieli na co popatrzeć. Kwas mlekowy na stałę zagościł w moich mięśniach powodując dokuczliwy ból. Ogólnie wszystko odbywa się standardowo - ja chcę uciec jak najdalej, reszta rodziny chce mnie jak najbardziej dobić... Jestem wyrzutkiem we wspaniałej rodowej społeczności. Najchętniej zamknąłbym się w jakimś samotnym pomieszczeniu i zagłębił w swoich myślach. Zaczynam mówić jak autystyk... ale co mnie najbardziej przeraża... Zaczynam nienawi... boję się tego słowa, a może tego, że przeczyta to ktoś ze mną spokrewniony. Można przecież nietolerować, nieznosić, ale ta osteczność jest przecież najokrutniejsza. Fajnie jest kiedy ma się zapewnione bezpieczeństwo materialne - to bardzo ułatwia życie. Ale słowa psychicznego ojca 'jesteś śmieciem' czy pogardliwy uśmiech na twój widok rozwalają dosłownie wszystko. I jak będzie wyglądało moje dalsze życie? Można żyć w samotności, ale czy zawsze? Nigdy nie poczuję chęci porozmawiania z osobami, które dały mi życie? To takie okrutne...
Zagłębiam się w kolejne odcinki House i może to głupie, ale coraz bardziej się z nimi utożsamiam. To tylko serial, ale tak podobny do mnie i do mojego obecnego życia...
Prawdę mówiąc chcę się odseparować. Chcę uciec daleko i zapomnieć o tym co było wcześniej i życ tylko tym co będzie, sam i bez żadnej krytyki, którą słyszałem już tyle razy. Bo chcę żyć dla siebie a nie dla innych i korzystać z tego życia najpełniej jak się da. Bo później nie ma już nic...

Brak komentarzy: