poniedziałek, 28 lipca 2008

everybody lies...

Kolejny dzień pod znakiem bezsensownej pracy wymyślanej przez moich rodziców 'bylebym tylko coś robił i nie miał wolnej chwili, którą mógłbym spędzić na rozrywkach własnych'. Dlatego też o porannym prysznicu mogę dzisiaj zapomnieć, skoro i tak będę musiał go ponowić po zakończeniu walki z ogrodem. Puki co zdążyłem odkurzyć dom. Teraz upływają chwile błogiej wolności (familia wyjechała na zakupy). Później zapewne czeka mnie koszenie trawnika. Modlę się o deszcz, ale jak na złość niebo jest tak zajebiście czyste, że czystsze być już nie mogło...
Napełnia mnie obawami wizja LO i wzmożonej nauki do matury, od której będzie zależało, czy dostanę się na lekarski. Jeżeli wciąż będę posiadać tak mało czasu na naukę mogę pożegnać się z wymarzonymi studiami. Jestem niezmiernie ciekawy, czy ojciec zrozumie, że gimnazjum to etap, kiedy większość robi się na inteligencję a i tak osiąga się dobre wyniki, a LO to już heroiczna praca od której zależy reszta twojego życia.
Jakoś to będzie. Najwyżej będę się uczył po nocach :P. A to już za roook! Byleby tylko w Kopcu... 

Brak komentarzy: