wtorek, 29 lipca 2008
Krwawa masakra
Przemek vs. wiadro wiśni została zakończona w iście mistrzowkim stylu. Ten wyraz triumfu na mojej twarzy, ostatni raz przyciskając przycisk drylownicy - bezcenne. Przeglądając się później w lustrze mogłem zauważyć ile odniosłem ran, jak bardzo zostałem poturbowany w czasie bitwy, od czasu do czasu zastanawiając się czy zostanie mi przydzielony medal honorowy. Ahh ten ciężki los żołnierza...
poniedziałek, 28 lipca 2008
Trawnik-srawnik
Padam na twarz. 2,5 godziny męczenia się z wykaszarką. Kiedy skończyłem nie mogłem poznać się w lustrze. Nie dałem rady nawet od razu wejść pod prysznic. Dopiero po 30 minutach odzyskałem nieco sił. Wiem jedno - jutro czekają mnie oooosssstrrree zakwasy. Oj tak, kwas mlekowy będzie się lał hektolitrami. Będę jak Milka albo Terravita!
everybody lies...
Kolejny dzień pod znakiem bezsensownej pracy wymyślanej przez moich rodziców 'bylebym tylko coś robił i nie miał wolnej chwili, którą mógłbym spędzić na rozrywkach własnych'. Dlatego też o porannym prysznicu mogę dzisiaj zapomnieć, skoro i tak będę musiał go ponowić po zakończeniu walki z ogrodem. Puki co zdążyłem odkurzyć dom. Teraz upływają chwile błogiej wolności (familia wyjechała na zakupy). Później zapewne czeka mnie koszenie trawnika. Modlę się o deszcz, ale jak na złość niebo jest tak zajebiście czyste, że czystsze być już nie mogło...
Napełnia mnie obawami wizja LO i wzmożonej nauki do matury, od której będzie zależało, czy dostanę się na lekarski. Jeżeli wciąż będę posiadać tak mało czasu na naukę mogę pożegnać się z wymarzonymi studiami. Jestem niezmiernie ciekawy, czy ojciec zrozumie, że gimnazjum to etap, kiedy większość robi się na inteligencję a i tak osiąga się dobre wyniki, a LO to już heroiczna praca od której zależy reszta twojego życia.
Jakoś to będzie. Najwyżej będę się uczył po nocach :P. A to już za roook! Byleby tylko w Kopcu...
Napełnia mnie obawami wizja LO i wzmożonej nauki do matury, od której będzie zależało, czy dostanę się na lekarski. Jeżeli wciąż będę posiadać tak mało czasu na naukę mogę pożegnać się z wymarzonymi studiami. Jestem niezmiernie ciekawy, czy ojciec zrozumie, że gimnazjum to etap, kiedy większość robi się na inteligencję a i tak osiąga się dobre wyniki, a LO to już heroiczna praca od której zależy reszta twojego życia.
Jakoś to będzie. Najwyżej będę się uczył po nocach :P. A to już za roook! Byleby tylko w Kopcu...
niedziela, 27 lipca 2008
iks de
Dobowa dawka snu została wypełniona, nie zważając na fakt, że wczoraj położyłem się spać ok 1:00. Lipny transfer mojej neostrady diametralnie wydłużył czas zasysania Housea.
Czy moje odosobnienie naprawdę zmienia mnie na gorze? Wczoraj właśnie to powiedziała mi Sara. Niestety, nic z tym nie zrobię. Nigdy nie czułem się lepiej...
W tym tygodniu zamierzam dokończyć Faraona. Może wreście zabiore się za jakieś ambitniejsze lektury.
W piątek muszę jechać do spowiedzi. Cholerne bierzmowanie... nie dadzą człowiekowi spokoju... Przy okazji oddam przetrzymane książki do biblioteki. I 6zł w plecy. Cóż poradzę na to, że kompletnie o nich zapomniałem, a może liczyłem na to, iż w bibliotece o nich zapomną :P.
Czy moje odosobnienie naprawdę zmienia mnie na gorze? Wczoraj właśnie to powiedziała mi Sara. Niestety, nic z tym nie zrobię. Nigdy nie czułem się lepiej...
W tym tygodniu zamierzam dokończyć Faraona. Może wreście zabiore się za jakieś ambitniejsze lektury.
W piątek muszę jechać do spowiedzi. Cholerne bierzmowanie... nie dadzą człowiekowi spokoju... Przy okazji oddam przetrzymane książki do biblioteki. I 6zł w plecy. Cóż poradzę na to, że kompletnie o nich zapomniałem, a może liczyłem na to, iż w bibliotece o nich zapomną :P.
sobota, 26 lipca 2008
Wesele
Speszenie po spóźnionym przybyciu do kościoła, szybki dojazd na salę, zajęcie miejsc, GORZKO!!, zapach potu (przecież ludzie nie wiedzą, że dezydorant/perfuma to tylko po kąpieli...), szybki powrót do domu ku zaczerpnięciu świeżego powietrza.
Tak ogólnie to wyciągnąłem z całej imprezy tylko 2 wnioski:
pierwszy: muszę wreście sprawić sobie porządny garniak, w którym będę wyglądać jak milion dolców.
drugi: nigdy nie próbuj mięsa przykrytego wcześniej surówką. No chyba, że lubisz oślizgłe, tłuste kąski...
Marginalnie zacząłem sobie wyobrażać jak będą wyglądały podobne imprezy, kiedy się z kimś zwiążę. Z moich rachunków jasno wnioskuję, że będzie dużo przyjemniej... :)
No to teraz House 3x20 później może jeszcze poczytam Faraona i branoc... zero nauki przez wakacje. OB w gimnazjum to w końcu kwestia 2-4 tygodni żetelnego przygotowania ku osiągnięciu wymarzonego celu. W końcu... i tak nie wiem jakiego zakresu materiału się uczyć. Zawsze znajdzie się jakaś wymówka xD.
Branoc!
Tak ogólnie to wyciągnąłem z całej imprezy tylko 2 wnioski:
pierwszy: muszę wreście sprawić sobie porządny garniak, w którym będę wyglądać jak milion dolców.
drugi: nigdy nie próbuj mięsa przykrytego wcześniej surówką. No chyba, że lubisz oślizgłe, tłuste kąski...
Marginalnie zacząłem sobie wyobrażać jak będą wyglądały podobne imprezy, kiedy się z kimś zwiążę. Z moich rachunków jasno wnioskuję, że będzie dużo przyjemniej... :)
No to teraz House 3x20 później może jeszcze poczytam Faraona i branoc... zero nauki przez wakacje. OB w gimnazjum to w końcu kwestia 2-4 tygodni żetelnego przygotowania ku osiągnięciu wymarzonego celu. W końcu... i tak nie wiem jakiego zakresu materiału się uczyć. Zawsze znajdzie się jakaś wymówka xD.
Branoc!
czwartek, 24 lipca 2008
Fucker...
Zakładając tego bloga obiecywałem sobie, że będę prowadzić go w miarę regularnie. Po krótkim czasie przekonałem się jednak, że takie pisanie nie ma najmniejszego sensu. Bo przecież pisze się z poczucia obowiązku, bo nie chce się zawieść siebie samego, pokazać własnej bezsilności. I codzień szuka się ciekawego tematu, punktu zaczepienia, o którym będzie można nawijać aby tylko notka była dłuższa... Zdecydowałem więc zerwać z poczuciem winy, bo minął kolejny dzień bez możliwości wypłakania się na łamach internetu. Skasowałem wszystkie poprzednie, gówniane noty, które coraz bardziej denerwowały mnie swoją obecnością. Mam nadzieję, że odnajdując sens, odnalazłem również przyjemność wynikającą z oczyszczenia umysłu.
Wakacje mijają jak każde inne - pracowicie. Nigdzie nie wyjeżdżamy, bo nie ma na to pieniędzy... Trzeba było przecież kupić auto, żeby sąsiedzi mieli na co popatrzeć. Kwas mlekowy na stałę zagościł w moich mięśniach powodując dokuczliwy ból. Ogólnie wszystko odbywa się standardowo - ja chcę uciec jak najdalej, reszta rodziny chce mnie jak najbardziej dobić... Jestem wyrzutkiem we wspaniałej rodowej społeczności. Najchętniej zamknąłbym się w jakimś samotnym pomieszczeniu i zagłębił w swoich myślach. Zaczynam mówić jak autystyk... ale co mnie najbardziej przeraża... Zaczynam nienawi... boję się tego słowa, a może tego, że przeczyta to ktoś ze mną spokrewniony. Można przecież nietolerować, nieznosić, ale ta osteczność jest przecież najokrutniejsza. Fajnie jest kiedy ma się zapewnione bezpieczeństwo materialne - to bardzo ułatwia życie. Ale słowa psychicznego ojca 'jesteś śmieciem' czy pogardliwy uśmiech na twój widok rozwalają dosłownie wszystko. I jak będzie wyglądało moje dalsze życie? Można żyć w samotności, ale czy zawsze? Nigdy nie poczuję chęci porozmawiania z osobami, które dały mi życie? To takie okrutne...
Zagłębiam się w kolejne odcinki House i może to głupie, ale coraz bardziej się z nimi utożsamiam. To tylko serial, ale tak podobny do mnie i do mojego obecnego życia...
Prawdę mówiąc chcę się odseparować. Chcę uciec daleko i zapomnieć o tym co było wcześniej i życ tylko tym co będzie, sam i bez żadnej krytyki, którą słyszałem już tyle razy. Bo chcę żyć dla siebie a nie dla innych i korzystać z tego życia najpełniej jak się da. Bo później nie ma już nic...
Wakacje mijają jak każde inne - pracowicie. Nigdzie nie wyjeżdżamy, bo nie ma na to pieniędzy... Trzeba było przecież kupić auto, żeby sąsiedzi mieli na co popatrzeć. Kwas mlekowy na stałę zagościł w moich mięśniach powodując dokuczliwy ból. Ogólnie wszystko odbywa się standardowo - ja chcę uciec jak najdalej, reszta rodziny chce mnie jak najbardziej dobić... Jestem wyrzutkiem we wspaniałej rodowej społeczności. Najchętniej zamknąłbym się w jakimś samotnym pomieszczeniu i zagłębił w swoich myślach. Zaczynam mówić jak autystyk... ale co mnie najbardziej przeraża... Zaczynam nienawi... boję się tego słowa, a może tego, że przeczyta to ktoś ze mną spokrewniony. Można przecież nietolerować, nieznosić, ale ta osteczność jest przecież najokrutniejsza. Fajnie jest kiedy ma się zapewnione bezpieczeństwo materialne - to bardzo ułatwia życie. Ale słowa psychicznego ojca 'jesteś śmieciem' czy pogardliwy uśmiech na twój widok rozwalają dosłownie wszystko. I jak będzie wyglądało moje dalsze życie? Można żyć w samotności, ale czy zawsze? Nigdy nie poczuję chęci porozmawiania z osobami, które dały mi życie? To takie okrutne...
Zagłębiam się w kolejne odcinki House i może to głupie, ale coraz bardziej się z nimi utożsamiam. To tylko serial, ale tak podobny do mnie i do mojego obecnego życia...
Prawdę mówiąc chcę się odseparować. Chcę uciec daleko i zapomnieć o tym co było wcześniej i życ tylko tym co będzie, sam i bez żadnej krytyki, którą słyszałem już tyle razy. Bo chcę żyć dla siebie a nie dla innych i korzystać z tego życia najpełniej jak się da. Bo później nie ma już nic...
Subskrybuj:
Posty (Atom)